Historia przebudowy
Przyszła wreszcie pora na rozebranie przybudówki, w której znajdowało się koło. Żeby się do niej dobrać trzeba było postawić w wodzie porządne rusztowanie.


Tym razem pogoda dopisywała, a ponieważ rzeka przy kole jest głęboka, można było dokonywać cyrkowych ewolucji.
Nasz prace nie przeszkadzały zupełnie kajakowiczom 🙂


Po ostatnich zimach przybudówka była w naprawdę fatalnym stanie. Rozebranie jej to połowa sukcesu. W przyszłości trzeba będzie resztki tego muru powyciągać z rzeki. Do tego potrzebny będzie niestety specjalistyczny sprzęt. Sami nie damy rady
Żeby zrobić fundament pod koło i słupy w rzece pod przyszły pokój nad kołem i taras, przyszło nam robić tamę tuż przy młynie. Trzeba było maksymalnie zmniejszyć ilość przepływającej wody. Ponieważ przed młynem rzeka rozdziela się na dwa koryta, pokierowana woda popłynęła tym drugim. Ale oczywiście niezbyt chętnie i nie cała.


Młynarz został chwilowo tamowym i ustawiał przygotowane wcześniej drewniane przegrody.
A wszystko działo się w październiku, temperatura wody – około 10 stopni.
Ta praca – to był istny hard core! Bo remont naszego młyna – jak złoto – tylko dla zuchwałych…

Trzeba było napełnić wiele worków piaskiem i wrzucić do wody. Powstała różnica poziomów – prawie 1,5 metra , ale miejscami niestety woda przeciekała
Po pewnym czasie poziom wody spadł na tyle, że pewnie udało się odbudować fundamenty, na których opiera się koło, ale tam, gdzie będzie całkiem nowy słup pod taras – cały czas poziom wody nie był niski i nie było łatwo wybudować w rzece solidny słup.
Zresztą po wymurowaniu słupów czekać nas będzie powtórka z rozrywki – przed zimą naszą tamę trzeba będzie rozebrać.

Fundament pod przybudówką, w której kiedyś było koło okazał się być symbolicznym. Można powiedzieć, że tylko jeden kamień (zaznaczony zieloną strzałką) porządnie leżący mógł stanowić początek przyszłego fundamentu koła od strony rzeki.
To na nim w postawiliśmy potem dość duży słup pod strop nad kołem (to tam znajduje się teraz przeszklony na obie strony pokój nad kołem)

Fundament robiliśmy na wzór starego – z wielkich kamieni. Tych na szczęście u nas było pod dostatkiem, ale ich transport wymagał sporo wysiłku.

Obok młyna – przyczepa, która jest aktualnym domem młynarza.
Mamy nadzieję, że zima prędko nie przyjdzie, bo do młyna przenieść się jeszcze nie można – nie ma okien na parterze i hula w nim wiatr

Fundament pod słup – prawie gotowy. To na nim będziemy stawiać słupy na których będzie się opierał w przyszłości tak zwany pokój nad kołem, czyli biblioteka młynarzy
Na fundamencie zrobiliśmy dwa słupy. Każdy z nich jest obmurowany cegłą, zbrojony i zalewany betonem.

Żeby zmniejszyć ilość betonu do wymurowanych prostopadłościanów, wykorzystany został pomysł pana Krzysztofa Bryski – rury szalunkowe. Na każdy słup przypadły po dwie takie tuby.


Było trochę gimnastyki z transportowaniem tub na miejsce. Ileż to to wiaderek z betonem trzeba by wnieść na rusztowanie, żeby zrobić dwa słupy, gdyby nie doskonały pomysł z tubami szalunkowymi!



Kolumny, prawie jońskie, gotowe. Trzeba je teraz obmurować cegłami, żeby wróciły do pierwotnego kształtu – prostopadłościanów

Strop nad kołem w pełnej okazałości. Musiał tylko poczekać na gruchę z betonem
Kiedy dwa słupy, na których opierać się będzie pokój nad kołem były gotowe, przyszedł czas na słup trzeci, najtrudniejszy, bo robiliśmy go w wodzie.
Tu też nie obyło się bez pomysłowych rozwiązań. Najpierw powstała tzw. czarna skrzynka (100 x 150 cm), czyli szalunek pod ostatni słup. Został zrobiony z blatów sklejki wodoodpornej.
Przyszła ława musiała być większa od przekroju słupa, który miał mieć 70 x 150 cm.
Mimo, że szalunek uzbrojony był blachą stalową 2 mm, aby łatwiej się zagłębiał, to nie mogliśmy się całkowicie pozbyć kamieni, których w rzece jest sporo i szalunek zagłębił się mniej niż chcieliśmy.
Następnie do niego włożyliśmy zbrojenie i rozgrzewając skostniałe członki wódeczką, czekaliśmy na beton.


Walczyliśmy z tym szalunkiem pod słup przez pół dnia, stojąc w rzece (wszystko się działo się w październiku. Można sobie wyobrazić, jak zimna była woda!). Wbijaliśmy skrzynkę w dno i wypompowywaliśmy wodę ze środka.
Jeszcze tylko szybkie dwie dziurki, aby reszta wody wypieranej przez beton wyciekła i byliśmy gotowi na przyjęcie betonu B30

Czarna skrzynka zalana i uzbrojona. I znowu powtórka z rozrywki – do wnętrza słupów powędrowały dwie tuby, w które też będzie wlany beton

Beton mieliśmy z gruchy, która podjechać mogła oczywiście tylko od przodu młyna.
Potrzebne więc było ramię długości 36 metrów! To wszystko wyglądało zjawiskowo!

Oprócz słupa beton został wylany również na strop przyszłego pokoju nad kołem

A gdy słupy już były gotowe obmurowywaliśmy fundament kamieniami