Historia przebudowy
Przyszła pora na zrobienie daszku nad gankiem. Tu krowie powtórzyły ornament z głównego dachu.


I powtórka z rozrywki: na krokwie idą deski, na deski papa, a na papę łaty pod przyszłe arkusze blachy
Tego roku udało nam się zrobić mały spływ naszą rzeczką Kośną. I mogliśmy zobaczyć młyn oczyma kajakarzy. Nam się podoba 🙂
Nawet taki jeszcze nie wykończony


I znów nieoceniony był nasz defek. Wozi nie tylko cegły i worki z betonem
Pogoda nam dopisuje, więc spokojnie mogliśmy się zabrać za ocieplanie ścian. Po całkowitym zdjęciu starej elewacji przyszła pora na ściany 1 i 2 piętra.
Najpierw zamocowaliśmy z zewnątrz membranę, potem 2 warstwy wełny mineralnej (10 i 5 cm), potem znowu membrana i na końcu elewacja z desek modrzewiowych.

Wełna mineralna, którą zużyliśmy do ocieplenia ścian z trudem zmieściła się na poddaszu. W końcu grubość warstwy ocieplenia ostatecznie wyniosła 30 cm!

Pierwsze „membrowanie”

Pierwsza zewnętrzna warstwa wełny mineralnej jest z dwóch grubości: 10 i 5 cm.
Na to idzie kolejna warstwa membrany – oczywiście nie zapomnieliśmy o niezbędnej szczelinie wentylacyjnej!

„Omembrowany” młyn. Teraz na to montujemy deski modrzewiowe – cięte na miarę i strugane. Powtórzą one układ starej elewacji.
Pod oknami szczytowymi i między nimi deski będą 7,5 metrowej długości!

Drugą, tym razem 15-centymetrową warstwę ocieplenia zamontowaliśmy od środka. To między innymi dzięki tak grubej warstwie ocieplenia (w sumie 30 cm!) dostaliśmy tak doskonały wynik w końcowym certyfikacie energetycznym. Nasze ściany są naprawdę ciepłe!

Pozostawiona dziura w ścianie frontowej to miejsce na przyszłe okno na klatce schodowej.
Po trzech latach od zamontowania modrzewiowa elewacja nabrała już szlachetnego wyglądu – jest w kolorze bursztynu

Tak wyglądała po ociepleniu i odeskowaniu południowa część młyna – jeszcze bez okien. To tu, na pierwszym piętrze, jest dzisiaj nasze mieszkanie, a piętro wyżej znajduje się duży apartament dla gości
Kiedy zajmowaliśmy się elewacjami dotarł kominek z płaszczem wodnym, który nie tylko nas ogrzewa, ale jest również źródłem c.w.u.
Dojechał także zasobnik na wodę. Oba urządzenia „trochę” ważyły! Zwłaszcza z zasobnikiem trzeba się było nieźle namęczyć.

Miejsce zasobnika jest pod gankiem. Żeby go tam wcisnąć, trzeba było najpierw wymontować drzwi

A kominek, ważący prawie 140 kg (sic!) musieliśmy wnieść najpierw na ganek, a potem przetransportować na swoje miejsce

Koza, którą wykorzystywaliśmy jako tymczasową kuchenkę ustąpiła miejsca kominkowi. Po wstawieniu widać jeszcze miedziane rurki, płaszcz wodny – niewidoczny. Miedzianymi rurkami płynąć będzie woda do mycia i do centralnego ogrzewania.
To ostatni moment, kiedy wszystkie rurki są widoczne. No i początek ciepła w młynie (mamy już zamontowane kaloryfery na parterze)
Kolejny kominkowy etap – kowalska obudowa. Nad kominkiem mamy specjalną komorę, w której suszymy jabłka i „rośniemy” chleb 🙂 To „drugie” to drzwiczki do pieca chlebowego
Kiedy budynek młyna został ocieplony i oblicowany deskami modrzewiowymi, przyszedł czas na położenie pokrycia dachowego. Były nim arkusze ocynkowanej blachy na rąbek stojący firmy Budmat. Montażem zajmowała się oczywiście ekipa Brysków! Czasami tylko zapominali, że nie mają skrzydeł 😉



Prace rozpoczęliśmy od montażu rynien, a potem – montaż kolejnych arkuszy – na rąbek.
No i młyn w całej okazałości – brakuje tylko okien
Dach także został solidnie ocieplony. Zużyliśmy ponad 500 metrów kwadratowych wełny o grubości 10 cm!

Poddasze będzie nieużytkowe, ale ocieplone. W końcu przechowywanym tam rozmaitym przydasiom też musi być ciepło 🙂 .
W naszym kominie, mimo, że nie takim małym, nie zmieściły się wszystkie kanały wentylacyjne (w końcu mamy kilka łazienek). Stąd pojawiła się konieczność ich oddzielnego wyprowadzenia
W listopadzie dojechała reszta okien i mogliśmy się zabrać za ich montaż.
Wszystkie były robione na zamówienie: z drewna sosnowego, pokryte lakierem wodnym. Większość z nich jest trójszybowa. Przy czym nie chodziło tu o zmniejszenie tzw współczynnika U, ale o bezpieczeństwo – okna w pokojach są od podłogi do sufitu.
Między dwoma szybami jest specjalna folia


Nie było łatwo przenosić je na kolejne piętra. Tym bardziej, że były duże i ciężkie. Okna mają wymiary około 170 x 200 cm, a schodów i podłóg jeszcze żadnych nie było!

Prace wymagały szczególnej ostrożności, bo podłóg nie ma jeszcze i chodzić trzeba było po legarach

Okno na klatce schodowej nie było trudne do zamontowania. Kłopot był z oknami w pokoju nad kołem – tam dwie ściany to same okna

Przez cały lato towarzyszyły nam jaskółki. Ponieważ młyn był na otwarty na oścież, kilka rodzin nawet zamieszkało w środku.
Pod dachem naliczyliśmy 15 gniazd! A rusztowania okazały się idealnym miejsce na karmienie potomstwa

Ta malutka, omszała przyczepa to lokum młynarza podczas budowy młyna. Można się już przeprowadzić do środka: okna są, kominek działa, na parterze wprawdzie jeszcze mnóstwo materiałów budowlanych, schodów nie ma i toaleta na zewnątrz, ale zawsze to lepsze, niż mieszkanie w przyczepie 🙂

Młyn na koniec 2012 roku – zamknięty, gotowy do wykańczania wewnątrz. W zasadzie można już w nim nocować – 31 grudnia zorganizowaliśmy pierwszego sylwestra! Oczywiście nocowaliśmy tylko my, nasi przyjaciele wybrali bardziej luksusowe pensjonaty 🙂